Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 grudnia 2016

ŻEGNAJĄC 2016..



Tak. Długa przerwa. Trochę za długa jak na mnie. Zastanawialiście się kiedyś jakby wyglądało Wasze życie gdyby wszystko szło po naszej myśli? Układało się tak jakbyśmy tego chcieli i wszystko by było na wyciągnięcie ręki? No właśnie. Ostatnio dosyć często narzekałam, że czegoś mi brakuje, że ciągle nie wiem czego chce, że na nic nie mam kasy, że oddaliliśmy się od siebie. Doszłam do wniosku, że to w nas samych jest problem. Stwarzamy problemy które siedzą w głowie tylko po to, że mieć o czym myśleć. Co chwile martwi mnie to, że nie mam chęci do nauki, że zaraz jak nie zapłacę kilku rat to mnie wyrzucą ze szkoły. Że są/były święta na które też trzeba było mieć pieniądze. Wszystko przytłacza. Kumuluje się aż do tego momentu, kiedy totalnie wyczerpani opadamy na kanapę i mamy wszystko i wszystkich w dupie. Ale tak, takie chwile też potrzebne. 

Dostałam w końcu biurową pracę. Cieszę się z tego ogromnie. Ale niestety jak to w każdej firmie bywa pojawiają się także problemy. W przeciągu kilku tygodni zwolniło się kilka osób w związku z tym objęłam dwa stanowiska. I nie było w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie to , ze pracuje po 10 godzin dziennie i już mam dość. Niby miałam chwile przerwy bo święta bo wcześniej wyszłam. Ale im dłużej tym czuje się coraz bardziej zmęczona. Za chwile mam kilka dni urlopu i później musze ostro przysiąść do nauki. Więc to nie będzie trwało wiecznie. 

Po Wigilii postanowiłam sama dla siebie rzucić sobie wyzwanie. Podniosłam rękawice i podejmuje wyzwanie zrzucenia 20 kilogramów rozsądnie i z głową. Nie narzucam sobie czasu. Przyrzekłam tez sobie, że nie będę się poddawać bo w tydzień nie osiągnęłam efektu. Nie. Zdaje sobie sprawę, że dość pracochłonny proces ale to ma też we mnie budować cierpliwość. Postanowiłam przede wszystkim zrobić to dla siebie. Więc rok 2017 będzie mój!
Nie mogę powiedzieć, że ostatni czas był kolorowy, było kilka takich sytuacji w których czułam złość, niepokój lub po prostu ktoś mnie ranił. W ostatnich tygodniach takich osób było na „pęczki”. Działało to na takiej zasadzie, że chcesz komuś pomóc a jesteś odrzucana lub! I tu ta częstsza wersja – przyjmują pomoc ale na koniec w ramach wdzięczności wbijają Ci nóż w plecy. 

Nie zabrakło też osób które niezmiennie przy mnie są. Wspierają, motywują i pomagają. Pojawiają się nowi przyjaciele i bliskie osoby o których nigdy nie myślałam, że mogę się zaprzyjaźnić. Takie więzi są trwałe i mocno trzymają mnie przy ziemi. Pomagają zapobiegać w zwątpieniu w to co robię albo też potrząsaj mną kiedy trzeba.

Tak więc kochani! Niech rok 2017 będzie nasz! Nie tylko mój ale także Twój! Zobaczysz jaka będziesz z siebie dumna za rok o tej porze jeśli teraz postawisz na siebie! Nie czekaj na nowy rok, na początek który i tak później zmieni się w pomyłkę bo się poddasz, odpuścisz. Zrób to tu i teraz. Jeśli ja potrafe w siebie uwierzyć to jestem pewna, że każdy potrafi. Jeśli tylko chcesz! Nie ma innych wymówek. Powinnyśmy mieć na 1 miejscu zawsze siebie. I to o siebie w pierwszej kolejności zadbać i powalczyć. Oświadczam, że dla mnie rok 2017 to rok przemiany-  i duchowej i wewnętrzne. 

ONA

sobota, 24 września 2016

NIESPEŁNIONE MARZENIE

Post post post.. O czym tym razem? Szukam inspiracji. Właśnie siedzę w kawiarni która jest dla mnie pewnego rodzaju odskocznią i czuje się w niej jak w domu. Mowa tu o Czika Caffe. Nowo otwarta w sercu Pruszcza Gdańskiego koło Gdańska. Miejsce przepiękne. Fakt, że miejsce samo w sobie miesiąc temu powstała, a nie oszukujmy się - kto z Was wie gdzie jest Pruszcz? No właśnie. Ciężko jest rozpromować takie miejsce. A zasługuje ono na zainteresowanie i zwrócenie uwagi. Wnętrze urządzone ze smakiem w stonowanych kolorach szarości i granatu. Na tapicerowanych fotelach i kanapach są ręcznie szyte poduszki z logo kawiarni. Petarda Bardzo nowocześnie z czarnymi i drewnianymi meblami. Pierwszy raz przyszłam tu w zasadzie przypadkiem. Byłam akurat coś załatwić a niestety nigdzie indziej nie było miejsca. Zakochać można się już z ulicy. Wstąpiłam na świeżą bułkę i smoothie Czerwone Rozbudzenie. Dostałam w pierwszej kolejności smoothie z którym się pokochaliśmy! Banan z sokiem ananasowym, malinami i musem truskawkowym to istne niebo w gębie. Dosłownie. Kanapkę którą dostałam na ciepło tylko podsyciła moje podniebienie. Niebo w gębie! Wracam tu dosyć często, ponieważ z mojej małej wioski nie ma takich miejsc. Bynajmniej nie było aż to tej chwili. Właśnie jestem tu po raz kolejny pisząc tego posta i jestem wierna mojemu smoothie z sernikiem Raffaello. Ponadto kawa którą podaje przemiła Pani Ania jest palona regionalnie. Kolejny plus.. Warto było by zwrócić na to miejsce uwagę, tak więc jeśli będziecie kiedykolwiek nad morzem lub w jego okolicach, koniecznie wstąpcie. Czika Caffe, to miejsce gdzie kawę parzą od serca podając pyszne, domowe wypieki. Zdecydowanie 10/10.

Chyba wypada mi też powiedzieć o moim kolejnym poddaniu się. Zaczęłam pracę tak szybko jak ją skończyłam. Niestety. Strach wziął górę. Nieznajomość branży i podświadomość tego, że zaraz mnie ktoś spotka. Może po kolei. Część z Was pewnie wie bo czytało (mam nadzieję :) ), że miałam podjąć nową pracę na lepszym stanowisku za lepsze pieniądze. Otóż nie wszystko poszło po mojej myśli i niestety początki miałam zacząć od najniższego szczebla. Teraz kiedy na to patrzę z perspektywy czasu to chyba nie miałoby to znaczenia czy zaczęłabym od najniższego czy najwyższego stanowiska. Śmiem twierdzić że spożywczy nie jest dla mnie. Tak, mowa tu o Lidlu. Po 2 godzinach się poddałam z łzami cieknącymi po policzkach. To ciężka i fizyczna praca. Nie sądziłam, że aż tak. Wypieki, zgniłe warzywa i samo tempo jakie praca narzuca mnie przeraża. Plus dodatkowo to, co powiedzą inni. Typowa kobieta zza biurka, studiująca prawo w Lidlu? Nie potrafię o tym nie myśleć. No niestety. Słowa przyjaciół, znajomych, nie myśl o tym, nie poddawaj się. To tak nie działa. Dla kogoś kto jest "korposzczurem" albo pracował już w handlu ale nie spożywczym, praca w takim sklepie to samobójstwo. Jedyne czego nie mogę sobie zarzucić to to, że wiem, że próbowałam. Starałam się , no nie wyszło. I nic z tym nie zrobię choćbym nie wiem jak się starała. I tyle..

Za tydzień już mam szkołę, więc będę miała się czym zająć ale za to też muszę mieć za co zapłacić, więc szukam pracy. Intensywnie. Zobaczymy co z tego wyjdzie.. Trzymajcie kciuki. Bo powoli tracę wiarę w siebie. Dzisiaj od 7 jestem na nogach bo wzięło mnie na poranny spacer. Zdałam sobie sprawę, że gdyby nie pewna przykra sytuacja w Pandorze - dalej bym tam pracowała. I chciała pracować. Praca marzeń, dopóki ktoś Ci ich po prostu nie zabierze. Spełniałam się zawodowo, dobrze mi szło, i niestety, podjęto taką a nie inną sytuacje. Od tamtej pory ciułam się od kąta w kąt szukając własnego miejsca. I prawda jest taka, że wystarczy jedna osoba aby zniszczyć wszystko, całe Twoje marzenia w 5 minut. To absurd. Ale realny. Niestety. Puentą na dziś jest to aby nigdy się nie poddawać, walczyć o swoje, do swojego dążyć, i się realizować. Dla samego siebie. Nie dla mamy, taty, męża. Dla siebie.

Miłego weekendu,

Ona

niedziela, 11 września 2016

Z PAMIĘTNIKA STRUDZONEJ NARZECZONEJ

Mając te kilka dni wolnego przed rozpoczęciem nowej pracy ciągle myślę o tym, co codziennie mnie otacza i przynosi nowe pytania, na które chciałabym znać odpowiedź.

Pewnie niejednokrotnie mieliście tak, ze wydawało się Wam: znowu jestem ja i reszta świata, chyba nawet gdybym umarła nikt by nie zauważył. Z czasem może się Wam wydawać jak bardzo toksycznymi ludźmi się otaczacie. Chcecie to zmienić, ale po co? Prędzej czy później sprawy same się rozwiążą. Błąd.

Analizując to co ostatnio toczy mnie i moich bliskich kolejny raz mnie przerasta i zaskakuje. Ale do rzeczy.

Odkąd złożyłam wymówienie w pracy mam wrażenie, ze bardzo dużo rzeczy mnie irytuje i zbyt dużo jest takich które są złe lub wywołują negatywne emocje. Z natury jestem taka, ze kiedy coś mnie gnębi przenoszę swoje frustracje na związek i życie domowe.
Aktualnie jestem bezrobotna. 02.09 skończyło się wypowiedzenie i moja kariera w salonie odzieżowym dobiegła końca. Bardzo długo się zastanawiałam czy to dobra decyzja ale przechodząc do sklepu uwaga: SPOŻYWCZEGO mam szanse na rozwój i są to inne pieniądze. Ponadto praca jest pod samym nosem wiec do pracy pieszo mam 3-4 minuty. Wiec w czym rzecz? A w tym, ze mówiąc wprost boje się opinii. Mdli mnie na sama myśl o krytyce, a wiem, ze jej nie uniknę.. "Patrz kto tu pracuje, ta to nic nie osiągnie chyba już" itp.. Prace mam zacząć 19.09 wiec czasu coraz mniej..

Ostatnio sama przed sobą się przyłapałam na tym, ze nie mam marzeń. Oprócz tego, ze chciałabym schudnąć a co chwile popełniam falstart, nie mam nic. Kupiłam sobie wobec tego notes, który przerobię na mój dreamdiary. Tak go sobie nazwałam. Przyrzekłam sobie, ze od tej pory będę piąć się do tego aby je spełnić. O dziwo, może Was to zdziwi ale nie chce willi z basenem i tony kasy (choć taka zawsze się przydaje, aby spełnić chociażby te inne marzenia). Są to proste rzeczy które obiecałam sobie zrealizować. Pierwszym z nich powrót na studia. Wiem, ze to ciężka praca. Ale bardzo chciałabym zacząć i skończyć. Wiem tez, ze będę miała chwile słabości i może to zabrzmi paradoksalnie ale pisanie bloga tu do Was a czasami i do siebie samej ma mi trochę pomoc. Mimo, ze trafiłam na faceta kochającego i starającego się dbać o to, aby nam nic nie brakowało to są rzeczy które okropnie mi przeszkadzają, a raczej takie których mi brakuje.

Często jest tak, jak teraz. Cóż wyprowadziłam się wiec mam za swoje. Z moja mama tak jak czytacie w innych postach nigdy nie jest przyjacielsko i rodzinnie, z pewnością nie na dłuższa metę. Szkoda, bo zawsze marzyłam o takiej przyjaźni i momentami odnoszę wrażenie ze dalej się łudzę, ze dalej walczę o ta relacje. Mój tata może i nie odwrócił się w momencie wyprowadzki, ale oprócz pomocy finansowej wyproszonej nie mogłam oczekiwać na nic innego. I teraz kiedy po roku ciszy z obojga stron mamy szanse to zmienić to jego nie ma. Strasznie  wkurwiające jest to, ze rodzice - najbliżsi Ci ludzie maja Cię totalnie w dupie i w ogóle im to nie przeszkadza. Zdana sama na siebie. I tak od 4 lat..

Kiedy już stwierdzam: dobra. Są jacy są, przecież mam jeszcze przyjaciół. HA HA HA. Tym, którzy maja kogoś takiego: zazdroszczę - szczerze. U mnie niestety zawsze ma to drugie dno, i zazwyczaj  zostaje sama lub jest to tzw.  przyjaźń jednostronna. Przerabiałam to już kilka, kilkanaście razy. Zawsze chciałam mieć kogoś kto stanie w moich drzwiach i powie: miałam ciężki dzień, zjedzmy lody i obejrzyjmy coś bez sensu. Kogoś kto przepłacze ze mną swoje i moje problemy. Mam wrażenie, ze dzisiejsza definicja przyjaźni jest czymś nie wyjaśnionym i niezrozumianym. I tak jak w poprzednim przypadku: zdana sama na siebie i swój telefon/tablet/komputer.

To są właśnie zdarzenia które przybijają mnie na tyle, ze sama ze sobą nie wytrzymuje. Potrzebuje rozmów. Nie jednej, nie dwóch. I tego właśnie u nas nie ma. Nie wiem z czego to wynika. To tylko facet, wiem. A ja jestem tylko kobietą. I to właśnie ten problem. Ze mój facet ma mentalność nastolatka wtedy kiedy potrzeba kogoś dojrzałego, niestety.


Tak wiec recepta na dziś: sklep, czekolada (ostatnia szansa- bo jutro podejście dieta porażka milionowy), jakiś drink. I seria filmów które wypuszczają moje łzy na wolność.

Dobrego wieczoru,
- ONA

sobota, 13 sierpnia 2016

PRZYJAŹŃ. Ważna jak miłość.



Długo się zabierałam do tego posta, ale doczytajcie do końca, warto :)


Zastanawialiście się kiedyś z kim Was łączy relacja przyjaźni? Kiedy zasługuje się na takie miano? Warto jest mieć jednego przyjaciela czy kilkoro?

Przyjaźń jest czymś wyjątkowym. To relacja która związuje Was ze sobą biorąc pod uwagę to co o siebie wiecie i jak długo, a przede wszystkim dobrze się znacie. Przyjaciela można mieć w każdym. W rodzicach, kuzynkach czy nawet w miłości swojego życia. Zdarzają się i takie sytuacje kiedy zwierzacie się z swoich sekretów zupełnie obcej osobie. Dlaczego? Przede wszystkim nie zna ona Waszej przeszłości. Słucha tego co jej mówicie tu i teraz. I z tego wyciąga wnioski zupełnie Was nie oceniając. Taka znajomość z pewnością jest na plus jeśli po prostu potrzebujecie z kimś porozmawiać.

Najczęstszym przypadkiem przyjaźni są takie, które trwają latami. Są to osoby do których dzwonicie jako pierwszych aby powiedzieć o nowej pracy, udanym egzaminie czy poradzić się w trudnej sprawie. Tacy ludzie pojawiają się na naszej drodze zupełnie przypadkiem. Zdarza się, że jest to sąsiadka. Osoba która jako pierwsza pokazuje Ci osiedle, dzięki której potrafisz odnaleźć się na szkolnych korytarzach. Zwierzasz się jej ze swoich sekretów, spędzacie ze sobą każdą wolną chwile w rozmaity sposób a Ty z biegiem czasu dostrzegasz, że zna Cię jak nikt inny. I jest dla Ciebie kimś bardzo ważnym.

Pewnie, że jest i tak że się kłócicie. Dlatego nie ma też co wpadać w paranoje i widywać się codziennie, bo po prostu można mieć siebie nawzajem dość. Bywają chwile kiedy nie rozmawiacie ze sobą miesiącami.. Tak jak my teraz.

P.  poznałam wprowadzając się na osiedle z rodzicami. Zaczynałam wtedy po wakacjach 5 klasę. Jak dziś pamiętam kiedy przyszłam się przedstawić i zapytać czy się razem pobawimy. Ona z kolei pamięta, że nie bardzo mogłam oddalać się od domu. Z biegiem czasu, bliżej się poznawałyśmy aż do momentu kiedy na moim telefonie z kolorowym wyświetlaczem w rybki zapytałam się czy zostanie moją przyjaciółką. Oczywiście się zgodziła. Wiecie za co ją polubiłam? Że nikogo nie udawała, i bardzo dobrze się uczyła. Można było się z nią pośmiać, pospacerować, i rozmawiać godzinami. W roku szkolnym tego czasu było mniej więc pisałyśmy do siebie listy dobre 5 lat. Wymieniałyśmy odpowiedziami na przerwie lub następnego dnia. Jedna z piękniejszych rzeczy za czasów podstawówki.

Po gimnazjum nasza relacja się trochę "rozleciała". Ale nie dlatego, że nie rozmawiałyśmy. Nie było czasu. Jestem starsza o rok więc rok szybciej poszłam do szkoły średniej w centrum miasta. Wspólne rozmowy i spędzanie czasu zdarzało się w weekendy albo jakieś dłuższe przerwy od szkoły.

Było tak, że się kłóciłyśmy. Ja .. Przyznaje, byłam trochę za bardzo zakochana w sobie. Żaliłam się o sobie, a to co dotyczyło jej samej mało mnie interesowało. Przez to też miałyśmy przerwę od naszych spotkań ale z czasem zrozumiałam, że ma racje.

Odkąd pamiętam była dla mnie wzorem do naśladowania. Najlepsze stopnie, uśmiech od ucha do ucha, relacje z rodzicami. Przede wszystkim była sobą. Naturalna. Do malowania i używania kosmetyków nakładając tapetę była ostatnią osobą jaką znam. Niejednokrotnie próbowałam się do niej upodobnić ale nie umiałam. Cieszyłam się, że spotkałam kogoś takiego i starałam się o to dbać.

Odkąd wyprowadziłam się z domu to mimo to dalej mieszkałam blisko. Wtedy był czas który nas bardzo do siebie zbliżył. Siedziałyśmy godzinami w mojej kuchni i rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym, aż do wakacji 2015.

Nie wiem, czy to stąd się bierze, ale nasza relacja uległa poprawie kiedy nie dogadywała się z szkolna przyjaciółką z liceum. Kiedy usłyszałam, że jadą razem na wakacje, już odczułam się na bocznym torze. Nie ingerowałam, nie komentowałam. Pojechała i po jej powrocie wszystko się zmieniło. Nie rozmawiałyśmy. Zdjęcia które dodawała z sobą i z nią powodowały u mnie żal i smutek. Przykre, ale prawdziwe. Stwierdziłam - Ok, poddaje się. I nie rozmawiałyśmy. Mijały dni, tygodnie. Chodziłyśmy nawet razem na zajęcia fitness ale i one nie poprawiły naszych relacji.

No ale dobra, ale za 2 lata ślub. Kto ma być świadkiem jak nie ona? Przecież to ona zna mnie jak nikt inny, i wiem, że lepszego nie będę miała. Tylko jak podejść do takiego tematu. Najlepiej? Prosto z mostu!

Wczoraj wydarzyła się rzecz magiczna. Przez to, że uciekł pies który się całe szczęście odnalazł i my miałyśmy okazję aby się spotkać i porozmawiać. Nie chciałam jechać odebrać psa sama od ludzi więc poprosiłam ją kiedy zobaczyłam, że puściła mój apel na Facebook'u u siebie. Pojechałyśmy we dwie trochę rozmawiając po drodze, a wieczorem przyszła do mnie. Ku mojemu zdziwieniu to co jej powiedziałam, nie bardzo ją zaskoczyło. Nie była zła, i nie mówiła, że się czepiam. Nie mogłyśmy odnaleźć momentu rozłąki, ale nie ukrywam, że nie szukałam kontaktu. Z czasem dzwoniłam raz czy dwa ale nie mogła.


Myślę, że była nam potrzebna porządna i szczera rozmowa. W zasadzie to cieszę się, że o tym porozmawiałyśmy i obie liczymy na to, że nadrobimy stracony czas za ten rok! Powiem Wam jedno, że jeśli ktoś jest Twoim przyjacielem - to nawet jak z nim nie rozmawiasz, nie chcesz widywać to on i tak jest. I zawsze może być. Prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko i ja się o tym przekonałam na własnej skórze.

Ważne jest to aby nie zapominać o nikim kto jest dla Ciebie ważny, i trwa przy Tobie pomimo wszystko. Bo takich "przyjaciół" można mieć setki, ale tylko garstka zostaje kiedy coś się dzieje. A warto jest mieć kogoś takiego na dobre i na złe. Nie jedną mam przyjaciółkę, ale kiedy już jakąś mam, to jestem dla niej tak samo jak ona dla mnie. Dbajmy o to! :)


ONA
 
PS. MOTORYZACJA JUŻ NIEDŁUGO, ALE TERAZ PYTANIE. CHCECIE ZAKUPOWY HAUL? :) 

 


środa, 27 lipca 2016

PRAGNIENIA O MIŁOŚCI. PERSPEKTYWA KOBIETY



Dzisiejszy dzień zmusza mnie do refleksji na temat związku i miłości. W życiu każdego z nas przychodzi moment kiedy chcemy już (świadomie czy też nie) się ustabilizować. Kobiety chcą mieć domy, dzieci, ogród. Nie wiem jak to wygląda z perspektywy faceta i szczerze mówiąc boje się na ten temat myśleć. Ale z każdą naszą kłótnią zastanawiam się co oznacza dla mnie słowo "MIŁOŚĆ" ?

 
Natknełam się dzisiaj na wpis Gentelmena (facebook) który bez zbędnego pierdolenia oddaje kwinesencje tego co myślę:

"Dostałem w ostatnim czasie, kilka wiadomości od młodych chłopaków, młodych mężczyzn. Wszystkie o bardzo zbliżonej treści: "Panie G, co ma Pan na myśli pisząc 'codzienne zdobywanie swojej kobiety'. Czy chodzi o codzienne zbliżenia z partnerką?" Odpowiadam: Nie. Seks jest bardzo ważny w związku ale nie najważniejszy. Zdobywanie to nie tylko łapanie za grzywę, klepanie po pupie, dominacja i łączenie się w wiadomy sposób. To codzienne drobiazgi, zabranie dzieci na spacer, do kina, wyrzucenie śmieci, pozmywanie po obiedzie, podanie gorącej herbaty do łóżka w długi zimowy wieczór, odciążenie Jej od codziennego, niełatwego, przecież życia. (...) Po prostu, podejdź czasem, przytul bez żadnego powodu, pocałuj w czoło, wymasuj kark i co tam tylko sprawi Jej przyjemność. Jeśli coś się Jej uda, coś zrobi fajnego - zawsze Ją chwal, mów że jesteś z niej dumny itd... Oczywiście, to działa w dwie strony, ale pamiętaj, to mężczyzna powinien zawsze pierwszy wychodzić z inicjatywą, to mężczyzna powinien zawsze napierać pierwszy. Zdobywanie to drobiazgi, ale robione zawsze. Kobieta musi czuć wsparcie, musi czuć oddech swojego mężczyzny, wtedy żar w związku nie wygaśnie. Trzeba wystrzegać się zazdrości, zaborczości, bo to zabija, zabija chemie między ludźmi, zabija związek. I tak jak już nie raz wspominałem - Kobieta potrzebuje bliskości mężczyzny, a nie świadomości że jest zajęta. "


Niby takie banalne, a jakie ciężkie do pojęcia.

 
Dlaczego jest tak, że bardzo dużo rzeczy musimy robić same i niemalże wymuszać oczywiste rzeczy? Zapewne da się zauważyć, że się pokłóciliśmy. Zaczynam dostrzegać z każdą kłótnią coraz więcej irytujących rzeczy z którymi on nie robi nic. Dlaczego? Czy naprawde męski mózg jest ogranicznony do tego stopnia, że w imię fiuta myśli tylko o jednym?

 
Nie twierdzę, że my kobiety jesteśmy łatwe. Ciężko nas zadowolić. Ale halo, koleś. Zawsze możesz być sam. Wrócić do matki i codziennego gotowania obiadu. Podawania pod nos i równo ułożonych skarpet.

 
Wiecie o co poszło? Wyjechał.. Od 18 lipca jestem sama w domu i dostrzegam objawy depresji. I niby nie przeszkadza mi to. Wiem, wyjechał do pracy nie dla przyjemności. Ale dlaczego tak ciężko mu zrozumieć, że nie jest mi łatwo? Że się kłade i budze sama. Że nie mam z kim pogadać czy pograć w badmintona przed domem. Na domiar wszystkiego w kupe wziętego on wysyła mi piękne widoki z gór i tego jak spędza czas. Boli. Ale teraz tak. Z jednej strony: fajnie co będzie siedział w pokoju i gapił się w okno? Z drugiej: jest mi przykro, bo widzę, że się świetnie bawi ale po co mi wysyła Snapy? Byłem tu, tam. Tym jezdziłem, tam się wspinałem a to teraz oglądam.

I nie boli to, że tak jest. Tylko to, że ja codziennie wstaje skreślam dni i odliczam do powrotu a on nie potrafi wynegerwoać jebanego sms-a w ciągu dnia, że się przemieszcza gdziekolwiek. Od 18 lipca RAZ jeden wyszłam odsapnąć, spróbować nie myśleć. I chuj. A wiecie co najbardziej mnie wkurwia i dobija? To, że kim ja w ogóle jestem. "Księżniczką?Papieżem?". Dlaczego tak trudno pojąć to co powinno być oczywiste? Strasznie jestem ciekawa jak to wygląda z perspektywy faceta. Ale Ci co czytają wiedzcie jedno. Takie sytuacje oddalają. Nawet nie wiecie jak bardzo. W przeszłości zadaniem kobiety było czekaż, aż ten wróci z bitwy. Tylko, że średniowiecze jest za nami, a to jak kreujecie swój związek - przed nami.

 
Apel do wszystkich mężczyzn: kiedy kobieta prosi Cię, abyście gdzieś wyjechali, zrób to. Miej na uwadze to, że jutra może nie być. Że jesteście Wy- tu i teraz. I jeśli widzisz, że tego potrzebuje nie wdawaj się w nią w dyskusje. Nie zawsze musi być po Twojemu. Doceń to co masz i ciesz się, że zawsze kiedy wracasz ktoś na Ciebie czeka. Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile jest ludzi którzy oddali by wszystko żeby chociaż na chwile się z Tobą zamienić. I wiesz co oni mają? Tylko tego posta. Tylko marzenia o domniemanej przyszłości. Życie jest jak loteria, a skoro nie masz hajsu jak lodu, to ciesz się z takiej wygranej jaką masz.

 
Mężczyzni bardzo często nie wiedzą jak i czego potrzebujemy. Bywają też tacy którzy idą tokiem "dobra, nic nie mówi, jest ok". Nie mówi, bo już jej się nie chce. Jest bo jest. Bez zbędnych emocji.

 
Mimo tego popieprzonego wyjazdu, dalej się łudzę, że jeszcze będzie lepiej. Chcesz pić - pij. Skoro Ci to pomoże. Chcesz iść na miasto - spoko idz. Tylko pozniej nie miej do mnie pretensji, że to ja się odsunę. Wyrzygiwanie takich rzeczy na każdym kroku typu: odpuściłem to, odpuściłem tamto, więc chyba moge... A idz! Po co się pytasz? Albo się tym nie chwal, albo zostań i z nią porozmawiaj. Ty wyjechałeś a ona siedzi w domu i czeka. Pracuje i myśli.. I kiedy dzwonisz na skypie to zawsze siedzi w łóżku, zawsze pracuje. Płacze? Pewnie Ci się wydaje. Przecież po Twoim telefonie wraca na tygodnią impreze która wyprawiła z okazji Twojej nieobecności. Panowie, ostatnia prośba: skończcie myśleć o sobie. Bo ani Wam ON nie urośnie, ani wasza miłość do niej.

 

Dzięki,

-ONA.

 

PS. Tak, jestem księżniczką.

Papieżem? Mogę.

niedziela, 24 lipca 2016

PRZEMYŚLENIA - CZAS REFLEKSJI

Zostały ostatnie godziny mojego urlopu, tak więc poświęcę je na napisanie posta.
Z góry wybaczcie mi za naszą frekwencje na blogu, ale dni nie należą do łatwych. Męska część administracji bloga wyjechała.. Tak niestety. Siedzę i wzdycham pisząc to zdanie. Takie jest życie.

Sporo ostatnio się wydarzyło. I tym chciałabym się podzielić. Otóż pierwsza rzecz która ominęła bloga WYJAZD. No niestety. Taka praca i jak wspomniałam takie życie. Spakowany,  niedziela tydzień temu (ciągnie się ten przeklęty czas!), zawiozłam i oczywiście nie obyło się bez łez. Powinnam to zrozumieć wiem. Ale myśląc o tym teraz, myśle, że to przywiązanie, i brak zrozumienia w kimkolwiek oprócz niego. Ale nie dajmy się zwariować pomyślałam.
Najbardziej wzruszające było to, że dostałam listy. Kilka listów na inne dni. Mówią, że łatwiej jest napisać. Wiem, bo zrobiłam to samo (śmiech). Przypomina to trochę P.S. Kocham Cię, ale jednak ten oglądał to wie, że mimo wszystko jestem w lepszej sytuacji niż bohaterka tego filmu. Nasza rozłąka trwa do końca lipca.. Niestety..

Pokrywa się to z moim urlopem, który gdyby nie kilka osób podtrzymujących mnie na duchu to nie wyszła bym z domu. Słowo daję.

Druga rzecz. Moje urodziny. Tak jest.. I na moje nadszedł czas. 22 lata jak jeden dzień. Co prawda to prawda, inaczej sobie je wyobrażałam. Ale przyznaje, do najgorszych nie należały. Myślę, że masa osób w to zaangażowanych zadbała o to, żebym nie zamknęła się w 4 ścianach po powrocie z pracy. Spędziłam je z przyjaciółmi, rodziną i mimo brakujących osób poczułam się spać szczęśliwa. Mój N. zadbał o to, żebym nie zrobiła tak jak chciałam. W kolejnym liście otrzymałam dokładne instrukcje skromnego przyjęcia które się później odbyło. Pojawiły się też miłe zaskoczenia w postaci osób które pojawiają się w moim życiu sporadycznie, i wydaje mi się, że to było przyjemniejsze niż najlepszy prezent. Kolejny dzień który dobiegł końca...

21 lipiec to dzień zmian. Od tak. Postanowiłam wrócić na studia. I na tym temacie chce się skupić najbardziej. Powiedzcie mi, i odpowiedzcie też sobie, czy macie kogoś kto kiedykolwiek powiedział Wam: po co to robisz? nie dasz rady, wiesz o tym. Jesteś pewna, że tego chcesz? Pierwsze przemyślenie i słowa które cisną się na język: Moje życie, moja sprawa. Co Ci człowieku do tego?

Takie słowa, pod kątem psychologii zostają nam na stałe w pamięci. I kiedy pojawia się zamiast wzlotu upadek to z podświadomości korzystamy z tego co właśnie nam powiedzieli. Słyszymy powtarzane słowa kilkakrotnie i dopowiadamy sobie "masz rację, po co ja to robię".

Całe życie właśnie w ten sposób funkcjonowała moja porąbana "logika". Wystarczyła byle krytyka żeby pociąć mi skrzydła, żebym zamknęła się w mieszkaniu z paczką chusteczek do nosa słuchając przybijających piosenek oczywiście użalając się nad sobą.

Przeglądając fejsa kilka razy dziennie od jakiegoś czasu widzę, że ten zdał to, ten zdał tamto. A ja? I to nie jest na takiej zasadzie ktoś ma a ja nie. To zadziałało na zasadzie: Im się udało, dlaczego nie miałoby się udać mi?

Bardzo chciałam wrócić na studia i to była świadoma i przemyślana decyzja. Ale kiedy którekolwiek z rodziców mówi Ci: Nie dasz rady, szkoda kasy. To automatycznie chcesz zabrać dokumenty. Ale problem w tym, że skoro tak dobrze mnie znają i chcą mnie prowadzić przez życie to gdzie byli całe życie? I czy oni je za mnie przeżyją? Przyznaję, że nie wytrzymałam. Ale chyba moja podświadomość tego potrzebowała.

"Nigdy nie pozwól, aby strach przed wyzwaniem wykluczył Cię z gry"

Każdy z nas i ja i Ty sami kreujemy sobie swój los. Nikt oprócz nas nie jest w stanie go zmienić. Nigdy nie pozwólcie na to, aby ktoś narzucił Wam swoje zdanie w sposób radykalny, ktoś kto pojawia się i znika, ktoś kto krytykuje i niczego więcej nie potrafi Ci powiedzieć. Zrezygnuj i odetnij się. Cudze sukcesy zawsze kują drugą osobę. Jak się okazuje nawet bliską. Ale to od nas zależy czy przyjmiemy to na klatę, czy się obrazimy i będziemy płakać w kącie. Warto usiąść i nad tym pomyśleć. I pamiętaj, że skoro nigdy nie wspiera Ciebie to Ty wesprzyj kogoś. Dla siebie i zobacz, że warto i jak wielką moc mogą mieć słowa wypowiedziane przez zupełnie nową i obcą osobę. Postaraj się o siebie zawalczyć bo nigdy nie wiesz co przyniesie jutro.


Urlop się kończy a ja wracam do pracy. Niestety, taka kolei rzeczy. Cieszy mnie to jak po części mogłam spędzić ostatnie kilka dni. Przede wszystkim zyskałam sporo wiary w siebie, ale jest jeszcze coś co chce zmienić. Wiem, że są ludzie którzy we mnie wierzą i będą przy mnie. Ale przede wszystkim zaprzyjaźniłam się ze sobą i słucham swojej podświadomości i kobiecej intuicji.

Jeśli chodzi o nasz #fitstyle to postanowiliśmy z N. ,że musimy zrobić to razem i z pełną parą. Nie chcemy iść od września więc czekamy na koniec lipca aż wróci moja połówka. Sierpień to miesiąc próby na siłowni. Który rozpoczynamy razem, i obiecuję tu publicznie, że będziemy pisać co robimy jak się czujemy, jak zmienia się nasze ciało. Projekt startuje od 1.08.2016 także ustawcie sobie Nas na głowną stronę w telefonie bo będzie warto, pojawią się zdjęcia i wiele innych: m.in. recenzje filmów, książek, produktów sklepowych, kosmetyków i wiele innych. Planujemy też urozmaicić nasze życie podróżnika ponieważ zawsze marzyłam aby odkrywać świat. Spełniajmy marzenia! Warto!

Enjoy
ONA