Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamiętnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamiętnik. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 września 2016

JESIENNA CZASOPRZESTRZEŃ

OSTATNI POST PRZED WPADNIĘCIEM W WIR I RUTYNĘ.

Zaraz koniec września i czas do szkoły. Nawet studenci wdychają bo laba się skończyła. W związku z tym, że zdaje sobie sprawę, że czasu będzie mniej niż zwykle na pisanie posta wolę napisać go na zaś. Mimo, że jest Was ciągle mało (a może by tak jakiś konkurs?) ale jak już wspomniałam w jednym z postów bardzo lubię do Was pisać, i porozmawiać sama ze sobą. Niektórzy odbierają październik jako początek jesieni, początek zmian. Należę do takich osób. Jesień to moja ulubiona pora roku. Gdyby nie to, że mam do zrzucenia 20 kg pewnie zmieniłabym jesień na lato. A może i nie ... Nie ważne. W każdym razie ostatnio jak wiecie sporo się pozmieniało. Z dnia na dzień zostawiłam pracę w Lidlu. I nadszedł czas walki o przetrwanie w październiku. Chodzę na rozmowy, nawet po kilka dziennie. Ale zawsze są te dwa tygodnie w których trzeba czekać na odpowiedź, no niestety. Dzisiaj po raz pierwszy pojawiła się iskierka, że coś się zmieni. Że będą finanse, i że będzie to moja praca marzeń. Praca biurowa, ale także oparta na kontakcie z drugim człowiekiem. I nie mówię tu o ubezpieczeniach czy innych pierdołach. Jest szansa na to, że się ułoży.

Wczoraj miałam też chwile na rozmowę z mamą. Powiedziałam jej o szkole i o tym co mi przeszkadza, dlatego jest mi przykro. Zrozumiałam i myślę, że tak jak ona jak blisko mamy do siebie, i że zawsze możemy się odwiedzić bez względu na porę dnia. Wspiera mnie, widzę i czuje. Bardzo mi brakowało takiego kontaktu bo mój tata tak jak trzy tygodnie temu zaproponował spotkanie tak się nie odbyło do dziś. Strasznie mnie to irytuje, że można mieć własne dziecko tak mocno w dupie. Tu niestety już chyba nic się nie zmieni. Cóż...

Rozmowa zbiegła na temat diety i powszechnego dbania o siebie. Ten temat od zawsze był w rodzinnym domu na porządku dziennym. Ale z racji tego, że zawsze byłam szczupła nigdy nie zwracałam na to uwagi. Teraz kiedy ważę i wyglądam nie tak jak powinnam to UWAGA! Zawalczę o zdrowszą siebie o piękną "ja". I właśnie mama mi w tym pomoże. Zaproponowała wspólne ćwiczenia, zasugerowała co jeść. I uświadomiła mi przede wszystkim, że czas zleci nim się obejrzę i pokocham swoje ciało tak mocno, że już nie doprowadzę się do tak złego stanu. Po zgubieniu ok. 10 kg chce zacząć biegać. Teraz niestety nie mogę - zbyt bardzo mogłabym obciążyć stawy, ale będę biegać. Jestem tego pewna. Do końca roku chce ćwiczyć z Ewą i Mel B. Tym razem wygram tą walkę bo nie będę sama i za rok, stanę obok niej dziękując jej za to, że to ona mi pomogła i to dzięki niej jestem tu gdzie jestem. Do wakacji chce schudnąć te 15-20 kg. Uda mi się, bo tendencję  do tycia mam zarówno jak i do chudnięcia. Więc silnej woli pod dostatkiem i motywacja też jest ogromna. Szukam także dziewczyn które jak ja mają coś do zrzucenia i chcą ćwiczyć chociażby przez Skype'a. Zobaczycie, że brak silnej woli to jedyny czynnik który może przeszkodzić w dążeniu do naszego celu! Tak więc głowa do góry!

W wakacje chcę usunąć laserowo rozstępy z bioder i popracować nad cellulitem który zgromadził się w potwornych ilościach w okolicy pośladków i ud. Masakra!! Nigdy więcej.

Czas się obudzić. Nowe rzęsy czy torebka od Chanel nie uczynią mojego ciała lepszym. Ale za jakiś czas sukienka od Jemioła może leżeć tak jak zawsze sobie marzyłam.

 

Do niedługo!

Śledźcie także nasz fanpage na Facebook. Warto, zapowiada się konkurs .

ONA

sobota, 24 września 2016

NIESPEŁNIONE MARZENIE

Post post post.. O czym tym razem? Szukam inspiracji. Właśnie siedzę w kawiarni która jest dla mnie pewnego rodzaju odskocznią i czuje się w niej jak w domu. Mowa tu o Czika Caffe. Nowo otwarta w sercu Pruszcza Gdańskiego koło Gdańska. Miejsce przepiękne. Fakt, że miejsce samo w sobie miesiąc temu powstała, a nie oszukujmy się - kto z Was wie gdzie jest Pruszcz? No właśnie. Ciężko jest rozpromować takie miejsce. A zasługuje ono na zainteresowanie i zwrócenie uwagi. Wnętrze urządzone ze smakiem w stonowanych kolorach szarości i granatu. Na tapicerowanych fotelach i kanapach są ręcznie szyte poduszki z logo kawiarni. Petarda Bardzo nowocześnie z czarnymi i drewnianymi meblami. Pierwszy raz przyszłam tu w zasadzie przypadkiem. Byłam akurat coś załatwić a niestety nigdzie indziej nie było miejsca. Zakochać można się już z ulicy. Wstąpiłam na świeżą bułkę i smoothie Czerwone Rozbudzenie. Dostałam w pierwszej kolejności smoothie z którym się pokochaliśmy! Banan z sokiem ananasowym, malinami i musem truskawkowym to istne niebo w gębie. Dosłownie. Kanapkę którą dostałam na ciepło tylko podsyciła moje podniebienie. Niebo w gębie! Wracam tu dosyć często, ponieważ z mojej małej wioski nie ma takich miejsc. Bynajmniej nie było aż to tej chwili. Właśnie jestem tu po raz kolejny pisząc tego posta i jestem wierna mojemu smoothie z sernikiem Raffaello. Ponadto kawa którą podaje przemiła Pani Ania jest palona regionalnie. Kolejny plus.. Warto było by zwrócić na to miejsce uwagę, tak więc jeśli będziecie kiedykolwiek nad morzem lub w jego okolicach, koniecznie wstąpcie. Czika Caffe, to miejsce gdzie kawę parzą od serca podając pyszne, domowe wypieki. Zdecydowanie 10/10.

Chyba wypada mi też powiedzieć o moim kolejnym poddaniu się. Zaczęłam pracę tak szybko jak ją skończyłam. Niestety. Strach wziął górę. Nieznajomość branży i podświadomość tego, że zaraz mnie ktoś spotka. Może po kolei. Część z Was pewnie wie bo czytało (mam nadzieję :) ), że miałam podjąć nową pracę na lepszym stanowisku za lepsze pieniądze. Otóż nie wszystko poszło po mojej myśli i niestety początki miałam zacząć od najniższego szczebla. Teraz kiedy na to patrzę z perspektywy czasu to chyba nie miałoby to znaczenia czy zaczęłabym od najniższego czy najwyższego stanowiska. Śmiem twierdzić że spożywczy nie jest dla mnie. Tak, mowa tu o Lidlu. Po 2 godzinach się poddałam z łzami cieknącymi po policzkach. To ciężka i fizyczna praca. Nie sądziłam, że aż tak. Wypieki, zgniłe warzywa i samo tempo jakie praca narzuca mnie przeraża. Plus dodatkowo to, co powiedzą inni. Typowa kobieta zza biurka, studiująca prawo w Lidlu? Nie potrafię o tym nie myśleć. No niestety. Słowa przyjaciół, znajomych, nie myśl o tym, nie poddawaj się. To tak nie działa. Dla kogoś kto jest "korposzczurem" albo pracował już w handlu ale nie spożywczym, praca w takim sklepie to samobójstwo. Jedyne czego nie mogę sobie zarzucić to to, że wiem, że próbowałam. Starałam się , no nie wyszło. I nic z tym nie zrobię choćbym nie wiem jak się starała. I tyle..

Za tydzień już mam szkołę, więc będę miała się czym zająć ale za to też muszę mieć za co zapłacić, więc szukam pracy. Intensywnie. Zobaczymy co z tego wyjdzie.. Trzymajcie kciuki. Bo powoli tracę wiarę w siebie. Dzisiaj od 7 jestem na nogach bo wzięło mnie na poranny spacer. Zdałam sobie sprawę, że gdyby nie pewna przykra sytuacja w Pandorze - dalej bym tam pracowała. I chciała pracować. Praca marzeń, dopóki ktoś Ci ich po prostu nie zabierze. Spełniałam się zawodowo, dobrze mi szło, i niestety, podjęto taką a nie inną sytuacje. Od tamtej pory ciułam się od kąta w kąt szukając własnego miejsca. I prawda jest taka, że wystarczy jedna osoba aby zniszczyć wszystko, całe Twoje marzenia w 5 minut. To absurd. Ale realny. Niestety. Puentą na dziś jest to aby nigdy się nie poddawać, walczyć o swoje, do swojego dążyć, i się realizować. Dla samego siebie. Nie dla mamy, taty, męża. Dla siebie.

Miłego weekendu,

Ona

niedziela, 11 września 2016

Z PAMIĘTNIKA STRUDZONEJ NARZECZONEJ

Mając te kilka dni wolnego przed rozpoczęciem nowej pracy ciągle myślę o tym, co codziennie mnie otacza i przynosi nowe pytania, na które chciałabym znać odpowiedź.

Pewnie niejednokrotnie mieliście tak, ze wydawało się Wam: znowu jestem ja i reszta świata, chyba nawet gdybym umarła nikt by nie zauważył. Z czasem może się Wam wydawać jak bardzo toksycznymi ludźmi się otaczacie. Chcecie to zmienić, ale po co? Prędzej czy później sprawy same się rozwiążą. Błąd.

Analizując to co ostatnio toczy mnie i moich bliskich kolejny raz mnie przerasta i zaskakuje. Ale do rzeczy.

Odkąd złożyłam wymówienie w pracy mam wrażenie, ze bardzo dużo rzeczy mnie irytuje i zbyt dużo jest takich które są złe lub wywołują negatywne emocje. Z natury jestem taka, ze kiedy coś mnie gnębi przenoszę swoje frustracje na związek i życie domowe.
Aktualnie jestem bezrobotna. 02.09 skończyło się wypowiedzenie i moja kariera w salonie odzieżowym dobiegła końca. Bardzo długo się zastanawiałam czy to dobra decyzja ale przechodząc do sklepu uwaga: SPOŻYWCZEGO mam szanse na rozwój i są to inne pieniądze. Ponadto praca jest pod samym nosem wiec do pracy pieszo mam 3-4 minuty. Wiec w czym rzecz? A w tym, ze mówiąc wprost boje się opinii. Mdli mnie na sama myśl o krytyce, a wiem, ze jej nie uniknę.. "Patrz kto tu pracuje, ta to nic nie osiągnie chyba już" itp.. Prace mam zacząć 19.09 wiec czasu coraz mniej..

Ostatnio sama przed sobą się przyłapałam na tym, ze nie mam marzeń. Oprócz tego, ze chciałabym schudnąć a co chwile popełniam falstart, nie mam nic. Kupiłam sobie wobec tego notes, który przerobię na mój dreamdiary. Tak go sobie nazwałam. Przyrzekłam sobie, ze od tej pory będę piąć się do tego aby je spełnić. O dziwo, może Was to zdziwi ale nie chce willi z basenem i tony kasy (choć taka zawsze się przydaje, aby spełnić chociażby te inne marzenia). Są to proste rzeczy które obiecałam sobie zrealizować. Pierwszym z nich powrót na studia. Wiem, ze to ciężka praca. Ale bardzo chciałabym zacząć i skończyć. Wiem tez, ze będę miała chwile słabości i może to zabrzmi paradoksalnie ale pisanie bloga tu do Was a czasami i do siebie samej ma mi trochę pomoc. Mimo, ze trafiłam na faceta kochającego i starającego się dbać o to, aby nam nic nie brakowało to są rzeczy które okropnie mi przeszkadzają, a raczej takie których mi brakuje.

Często jest tak, jak teraz. Cóż wyprowadziłam się wiec mam za swoje. Z moja mama tak jak czytacie w innych postach nigdy nie jest przyjacielsko i rodzinnie, z pewnością nie na dłuższa metę. Szkoda, bo zawsze marzyłam o takiej przyjaźni i momentami odnoszę wrażenie ze dalej się łudzę, ze dalej walczę o ta relacje. Mój tata może i nie odwrócił się w momencie wyprowadzki, ale oprócz pomocy finansowej wyproszonej nie mogłam oczekiwać na nic innego. I teraz kiedy po roku ciszy z obojga stron mamy szanse to zmienić to jego nie ma. Strasznie  wkurwiające jest to, ze rodzice - najbliżsi Ci ludzie maja Cię totalnie w dupie i w ogóle im to nie przeszkadza. Zdana sama na siebie. I tak od 4 lat..

Kiedy już stwierdzam: dobra. Są jacy są, przecież mam jeszcze przyjaciół. HA HA HA. Tym, którzy maja kogoś takiego: zazdroszczę - szczerze. U mnie niestety zawsze ma to drugie dno, i zazwyczaj  zostaje sama lub jest to tzw.  przyjaźń jednostronna. Przerabiałam to już kilka, kilkanaście razy. Zawsze chciałam mieć kogoś kto stanie w moich drzwiach i powie: miałam ciężki dzień, zjedzmy lody i obejrzyjmy coś bez sensu. Kogoś kto przepłacze ze mną swoje i moje problemy. Mam wrażenie, ze dzisiejsza definicja przyjaźni jest czymś nie wyjaśnionym i niezrozumianym. I tak jak w poprzednim przypadku: zdana sama na siebie i swój telefon/tablet/komputer.

To są właśnie zdarzenia które przybijają mnie na tyle, ze sama ze sobą nie wytrzymuje. Potrzebuje rozmów. Nie jednej, nie dwóch. I tego właśnie u nas nie ma. Nie wiem z czego to wynika. To tylko facet, wiem. A ja jestem tylko kobietą. I to właśnie ten problem. Ze mój facet ma mentalność nastolatka wtedy kiedy potrzeba kogoś dojrzałego, niestety.


Tak wiec recepta na dziś: sklep, czekolada (ostatnia szansa- bo jutro podejście dieta porażka milionowy), jakiś drink. I seria filmów które wypuszczają moje łzy na wolność.

Dobrego wieczoru,
- ONA

niedziela, 21 sierpnia 2016

WIECZORNE ANALIZY




Uwielbiam takie wieczory jak dzisiaj. Moja półówka pracuje na moje zachcianki a ja mam czas, w którym mogę przemyśleć kilka spraw. Nie sądziłam, że będe chciała napisać post jeszcze dzisiaj - jest dosyć późno. Ale dlaczego nie?

Jestem obecnie na dość ważnym etapie w życiu. Zmiana pracy, powrót na studia, pogodziłam się też z tatą i zaakceptowałam to, że z moją mamą już nie będzie idealnie.

Jestem jaka jestem i chyba dojrzałam do tego, żeby pokochać to co mam. Na dobrą sprawę mogłabym nie mieć tego wszystkiego, albo być sama.

Spotkałam też na swojej drodze nowe osoby, które są i będą bez względu na pore i sytuacje w moim życiu. Zawarłam znajomości które bez wahania mogę nazwać przyjaźnią. Odbudowałam (lub próbuję) relację z przyjaciółką od lat (poprzedni post).

Analizując każdy etap i dziedzinę swojego życia odnoszę wrażenie, że do pewnych spraw trzeba dorosnąć. Trzeba docenić i dostrzegać na codzień to co się dostaje.

Niestety ja odkąd pamiętam narzekałam. A to, że nie mam takich kosmetyków i ciuchów jak ma moja mama czy blogerka z instagrama. To, że rzuciłam studia - przecież każda wymówka dobra. Pracuje w odzieżówce za 1500 zł. A gdzie perspektywy? Kłócę się z moim facetem - On ma być moim przyszłym mężem? Nie mam przyjaciół, z własnymi rodzicami nie potrafie się dogadać i jak już komuś zaufam to się ulatnia jak kamfora. Dlaczego?

Tyle spraw kumuluje się na raz. Ostatnio zatrzymali mnie na wyrywkową kontrolę. Byłam po kłótni z Pawłem. I po prostu pojechałam przed siebie. I co? Bach. Moja pierwsza kontrola. Pokazałam światła, gaśnicę, trójkąt. Dzwonie i mu mówię, że mam kontrolę. Okazało się, że nie mam przeglądu. Od ilu? A no od 2 lat. Tym sposobem zabrali mi dowód rejestracyjny. Odzyskałabym go po zrobieniu przeglądu. Ale niestety, auto trzeba było zrobić i poszło 700 zł. Niestety nie sramy kasą, i bardzo często siadamy i liczymy wydatki łapiąc się za głowe.

Oboje mamy po ile? Po 20 pare lat i tyle problemów jak niejedno małżeństwo z kilkanastoletnim stażem. Na początku trochę byłam tym przerażona, że nie daje rady, i oddałabym wszystko żeby wrócić do domu. Przypominały mi słowa mojej mamy "kiedyś zobaczysz jak Ci było dobrze w domu". A no fakt, było dobrze. Ale wiecie co? Gdybym cofneła czas o te prawie 4 lata to podjełabym taką samą decyzję o opuszczeniu rodzinnego domu z dnia na dzień. Przyznaje, że początkowo bałam się co będzie i jak dam radę. I to dzięki niemu zrozumiałam, że nie jest najgorzej. Mamy gdzie mieszkać. Znajdę pracę i jakoś to będzie. Przez te 4 lata zmieniłam prace spokojnie z 10 razy. Najlepiej zarabiać 3 tysiące w ciepłym biurze przy białym lub drewnianym biurku. 8 godzin zrobić i do domu. Szukałam takiej pracy ciągle. Aż natrafiłam na pracę gdzie miałam możliwość podszkolić język. Było to środowkisko międzynarodowe- lotnisko. Tam Odkryłam pasję do Pandory, a dzięki szkoleniu odbytemu na lotnisku pozniej miałam tam okazję pracować.

Szczerze mówiąc, to wszystko zaczeło się psuć po tym jak z dnia na dzień mi podziękowali nie przedłużyli umowy. Praca tam była spełnieniem moich marzeń i nagle nie miałam nic. Przyjaciół, szkoły, rodziny i PRACY. Zródła dochodu, miejsca którego nie traktowałam jak przymusu roboczego tylko pasji. Walczyłam o powrót i o wyjaśnienia których nie otrzymałam do dzisiaj. Cieżko mi było uwierzyć, że jeszcze kiedyś cokolwiek mi wyjdzie. Nagle tyle rzeczy się spieprzyło, że aż nie chciało mi się myśleć co będzie dalej. Otrząsnełam się dopiero po 2 tygodniach i zaczełam czegoś szukać. W ten sposób znalazłam się z powrotem w handlu w marce "premium". Tam poznałam Darię..

Nigdy nie sądziłam, że polubie kogoś tak bardzo, że opowiem mu całe swoje życie na kilku zmianach razem. Nigdy też nie spotkałam tak ciepłej i troche zagubionej dziewczyny o artystycznym nieładzie na głowie którego ja nigdy nie potrafiłam zrobić. Daria jest szczera, otwarta i umie słuchać przede wszystkim. Żadna z rozmów które odbyłyśmy nie poszła "dalej". Doradza, dzwoni, i jest bez względu na okoliczność i czas. To do niej pojechałam jako pierwszej będąc sama i w kryzysie. Spędziłyśmy kilka fajnych dni razem z dala od pracy, i było fanastycznie. Poczułam, że kogoś poza Pawłem obchodzą moje problemy z którymi wiem, że nie jestem sama. Znajomość warta wszystkiego. Wiem, że czytasz mojego (naszego bloga) i chcę abyś też wiedziała, że nawet jak odejdę z tego Gdańskiego Grajdoła to nasza znajomość nie zostanie zamieciona pod dywan.

Tak, odejdę. Moja przygoda z TĄ marką "premium" się kończy.. Każdy z nas - młodych osób patrzy na to ile ma kasy do 1 czy 10. A nie ma się co oszukiwać, że im więcej tym lepiej. Biorąc pod uwagę, że obecny pracodawca nie daje możliwości rozwoju, a wręcz przeciwnie trochę go blokuje - wracam na studia i nie będę już tak dyspozycyjna jak do tej pory. Ponadto, dostałam propozycję która być może nie jest spełnieniem moich marzeń, ale gwarantuje mi spokojne płacenie za studia i przede wszystkim umożliwia mi to. Fakt, że jest to praca ciężka - przede wszystkim fizycznie. Ale nie ma rzeczy nie możliwych i nigdy nie dajmy sobie wmówić, że czegoś nie damy rady zrobić. Dopóki się sami nie przekonamy to nigdy się nie dowiemy. Jaka to praca? Może powiem w innym poście.. :)

Tak więc, postanowiłam wziąć życie w swoje ręce. Na pewne rzeczy nie mam wpływu i nie będę nic robić na siłę. Postawiłam na siebie i swój rozwój i na tym też chce się skupić. W środe idę do ortodonty - aparat który nosze .. Czas go zdjąć po 5 latach nie odwiedzania dentysty.ęNie wierzę, że zaniedbałam te sprawy do tego stopnia. Że odpuściłam, tak bardzo ze wszystkim co mnie dotyczy. Ciągle było pozniej, pozniej.

Relacje z rodzicami nigdy nie będą już takie jakie mają moje koleżanki które mi opowiadają gdzie nie byli, co nie robili. Pewne rzeczy też sama obserwuję na co dzień. Są tacy jacy są. Starali się wychować i być. To, że bywa róznie pozwala mi tylko myśleć o tym, żeby być twardą i liczyć przede wszystkim na siebie.

Jeśli chodzi o nasz związek, myślę, że etap kryzysu ma za sobą. Bywało i bywa do tej pory róznie. Niestety mam swoje zachowania których nie zmienię od tak ale bardzo się staram. Chciałabym abyś był tylko czasami blisko mnie i nic nie mówił. Czasami spontanicznie kupił kwiatka? Powiedział to,co powiedziałeś wczoraj: "Wiesz, dziś zrozumiałem, jak bardzo Cię kocham". Od 4 lat nie usłyszałam od Ciebie nic piękniejszego i nigdy tego nie zapomnę.

Teraz jest mój czas, i nie chce tracić ani minuty na narzekanie, kłótnie i wmawianie sobie że nie dam rady. Dam, i osiągnę to o czym zawsze marzyłam. Marzenia trzeba realizować, a nie tylko je posiadać. Trzymajcie kciuki!

Dziękuje tym co nie wątpią w to, że i mi coś wyjdzie i wierzą w to, że dam radę.
Paweł, Daria, Monika, Marika

- Narzeczona

sobota, 13 sierpnia 2016

PRZYJAŹŃ. Ważna jak miłość.



Długo się zabierałam do tego posta, ale doczytajcie do końca, warto :)


Zastanawialiście się kiedyś z kim Was łączy relacja przyjaźni? Kiedy zasługuje się na takie miano? Warto jest mieć jednego przyjaciela czy kilkoro?

Przyjaźń jest czymś wyjątkowym. To relacja która związuje Was ze sobą biorąc pod uwagę to co o siebie wiecie i jak długo, a przede wszystkim dobrze się znacie. Przyjaciela można mieć w każdym. W rodzicach, kuzynkach czy nawet w miłości swojego życia. Zdarzają się i takie sytuacje kiedy zwierzacie się z swoich sekretów zupełnie obcej osobie. Dlaczego? Przede wszystkim nie zna ona Waszej przeszłości. Słucha tego co jej mówicie tu i teraz. I z tego wyciąga wnioski zupełnie Was nie oceniając. Taka znajomość z pewnością jest na plus jeśli po prostu potrzebujecie z kimś porozmawiać.

Najczęstszym przypadkiem przyjaźni są takie, które trwają latami. Są to osoby do których dzwonicie jako pierwszych aby powiedzieć o nowej pracy, udanym egzaminie czy poradzić się w trudnej sprawie. Tacy ludzie pojawiają się na naszej drodze zupełnie przypadkiem. Zdarza się, że jest to sąsiadka. Osoba która jako pierwsza pokazuje Ci osiedle, dzięki której potrafisz odnaleźć się na szkolnych korytarzach. Zwierzasz się jej ze swoich sekretów, spędzacie ze sobą każdą wolną chwile w rozmaity sposób a Ty z biegiem czasu dostrzegasz, że zna Cię jak nikt inny. I jest dla Ciebie kimś bardzo ważnym.

Pewnie, że jest i tak że się kłócicie. Dlatego nie ma też co wpadać w paranoje i widywać się codziennie, bo po prostu można mieć siebie nawzajem dość. Bywają chwile kiedy nie rozmawiacie ze sobą miesiącami.. Tak jak my teraz.

P.  poznałam wprowadzając się na osiedle z rodzicami. Zaczynałam wtedy po wakacjach 5 klasę. Jak dziś pamiętam kiedy przyszłam się przedstawić i zapytać czy się razem pobawimy. Ona z kolei pamięta, że nie bardzo mogłam oddalać się od domu. Z biegiem czasu, bliżej się poznawałyśmy aż do momentu kiedy na moim telefonie z kolorowym wyświetlaczem w rybki zapytałam się czy zostanie moją przyjaciółką. Oczywiście się zgodziła. Wiecie za co ją polubiłam? Że nikogo nie udawała, i bardzo dobrze się uczyła. Można było się z nią pośmiać, pospacerować, i rozmawiać godzinami. W roku szkolnym tego czasu było mniej więc pisałyśmy do siebie listy dobre 5 lat. Wymieniałyśmy odpowiedziami na przerwie lub następnego dnia. Jedna z piękniejszych rzeczy za czasów podstawówki.

Po gimnazjum nasza relacja się trochę "rozleciała". Ale nie dlatego, że nie rozmawiałyśmy. Nie było czasu. Jestem starsza o rok więc rok szybciej poszłam do szkoły średniej w centrum miasta. Wspólne rozmowy i spędzanie czasu zdarzało się w weekendy albo jakieś dłuższe przerwy od szkoły.

Było tak, że się kłóciłyśmy. Ja .. Przyznaje, byłam trochę za bardzo zakochana w sobie. Żaliłam się o sobie, a to co dotyczyło jej samej mało mnie interesowało. Przez to też miałyśmy przerwę od naszych spotkań ale z czasem zrozumiałam, że ma racje.

Odkąd pamiętam była dla mnie wzorem do naśladowania. Najlepsze stopnie, uśmiech od ucha do ucha, relacje z rodzicami. Przede wszystkim była sobą. Naturalna. Do malowania i używania kosmetyków nakładając tapetę była ostatnią osobą jaką znam. Niejednokrotnie próbowałam się do niej upodobnić ale nie umiałam. Cieszyłam się, że spotkałam kogoś takiego i starałam się o to dbać.

Odkąd wyprowadziłam się z domu to mimo to dalej mieszkałam blisko. Wtedy był czas który nas bardzo do siebie zbliżył. Siedziałyśmy godzinami w mojej kuchni i rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym, aż do wakacji 2015.

Nie wiem, czy to stąd się bierze, ale nasza relacja uległa poprawie kiedy nie dogadywała się z szkolna przyjaciółką z liceum. Kiedy usłyszałam, że jadą razem na wakacje, już odczułam się na bocznym torze. Nie ingerowałam, nie komentowałam. Pojechała i po jej powrocie wszystko się zmieniło. Nie rozmawiałyśmy. Zdjęcia które dodawała z sobą i z nią powodowały u mnie żal i smutek. Przykre, ale prawdziwe. Stwierdziłam - Ok, poddaje się. I nie rozmawiałyśmy. Mijały dni, tygodnie. Chodziłyśmy nawet razem na zajęcia fitness ale i one nie poprawiły naszych relacji.

No ale dobra, ale za 2 lata ślub. Kto ma być świadkiem jak nie ona? Przecież to ona zna mnie jak nikt inny, i wiem, że lepszego nie będę miała. Tylko jak podejść do takiego tematu. Najlepiej? Prosto z mostu!

Wczoraj wydarzyła się rzecz magiczna. Przez to, że uciekł pies który się całe szczęście odnalazł i my miałyśmy okazję aby się spotkać i porozmawiać. Nie chciałam jechać odebrać psa sama od ludzi więc poprosiłam ją kiedy zobaczyłam, że puściła mój apel na Facebook'u u siebie. Pojechałyśmy we dwie trochę rozmawiając po drodze, a wieczorem przyszła do mnie. Ku mojemu zdziwieniu to co jej powiedziałam, nie bardzo ją zaskoczyło. Nie była zła, i nie mówiła, że się czepiam. Nie mogłyśmy odnaleźć momentu rozłąki, ale nie ukrywam, że nie szukałam kontaktu. Z czasem dzwoniłam raz czy dwa ale nie mogła.


Myślę, że była nam potrzebna porządna i szczera rozmowa. W zasadzie to cieszę się, że o tym porozmawiałyśmy i obie liczymy na to, że nadrobimy stracony czas za ten rok! Powiem Wam jedno, że jeśli ktoś jest Twoim przyjacielem - to nawet jak z nim nie rozmawiasz, nie chcesz widywać to on i tak jest. I zawsze może być. Prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko i ja się o tym przekonałam na własnej skórze.

Ważne jest to aby nie zapominać o nikim kto jest dla Ciebie ważny, i trwa przy Tobie pomimo wszystko. Bo takich "przyjaciół" można mieć setki, ale tylko garstka zostaje kiedy coś się dzieje. A warto jest mieć kogoś takiego na dobre i na złe. Nie jedną mam przyjaciółkę, ale kiedy już jakąś mam, to jestem dla niej tak samo jak ona dla mnie. Dbajmy o to! :)


ONA
 
PS. MOTORYZACJA JUŻ NIEDŁUGO, ALE TERAZ PYTANIE. CHCECIE ZAKUPOWY HAUL? :) 

 


niedziela, 24 lipca 2016

PRZEMYŚLENIA - CZAS REFLEKSJI

Zostały ostatnie godziny mojego urlopu, tak więc poświęcę je na napisanie posta.
Z góry wybaczcie mi za naszą frekwencje na blogu, ale dni nie należą do łatwych. Męska część administracji bloga wyjechała.. Tak niestety. Siedzę i wzdycham pisząc to zdanie. Takie jest życie.

Sporo ostatnio się wydarzyło. I tym chciałabym się podzielić. Otóż pierwsza rzecz która ominęła bloga WYJAZD. No niestety. Taka praca i jak wspomniałam takie życie. Spakowany,  niedziela tydzień temu (ciągnie się ten przeklęty czas!), zawiozłam i oczywiście nie obyło się bez łez. Powinnam to zrozumieć wiem. Ale myśląc o tym teraz, myśle, że to przywiązanie, i brak zrozumienia w kimkolwiek oprócz niego. Ale nie dajmy się zwariować pomyślałam.
Najbardziej wzruszające było to, że dostałam listy. Kilka listów na inne dni. Mówią, że łatwiej jest napisać. Wiem, bo zrobiłam to samo (śmiech). Przypomina to trochę P.S. Kocham Cię, ale jednak ten oglądał to wie, że mimo wszystko jestem w lepszej sytuacji niż bohaterka tego filmu. Nasza rozłąka trwa do końca lipca.. Niestety..

Pokrywa się to z moim urlopem, który gdyby nie kilka osób podtrzymujących mnie na duchu to nie wyszła bym z domu. Słowo daję.

Druga rzecz. Moje urodziny. Tak jest.. I na moje nadszedł czas. 22 lata jak jeden dzień. Co prawda to prawda, inaczej sobie je wyobrażałam. Ale przyznaje, do najgorszych nie należały. Myślę, że masa osób w to zaangażowanych zadbała o to, żebym nie zamknęła się w 4 ścianach po powrocie z pracy. Spędziłam je z przyjaciółmi, rodziną i mimo brakujących osób poczułam się spać szczęśliwa. Mój N. zadbał o to, żebym nie zrobiła tak jak chciałam. W kolejnym liście otrzymałam dokładne instrukcje skromnego przyjęcia które się później odbyło. Pojawiły się też miłe zaskoczenia w postaci osób które pojawiają się w moim życiu sporadycznie, i wydaje mi się, że to było przyjemniejsze niż najlepszy prezent. Kolejny dzień który dobiegł końca...

21 lipiec to dzień zmian. Od tak. Postanowiłam wrócić na studia. I na tym temacie chce się skupić najbardziej. Powiedzcie mi, i odpowiedzcie też sobie, czy macie kogoś kto kiedykolwiek powiedział Wam: po co to robisz? nie dasz rady, wiesz o tym. Jesteś pewna, że tego chcesz? Pierwsze przemyślenie i słowa które cisną się na język: Moje życie, moja sprawa. Co Ci człowieku do tego?

Takie słowa, pod kątem psychologii zostają nam na stałe w pamięci. I kiedy pojawia się zamiast wzlotu upadek to z podświadomości korzystamy z tego co właśnie nam powiedzieli. Słyszymy powtarzane słowa kilkakrotnie i dopowiadamy sobie "masz rację, po co ja to robię".

Całe życie właśnie w ten sposób funkcjonowała moja porąbana "logika". Wystarczyła byle krytyka żeby pociąć mi skrzydła, żebym zamknęła się w mieszkaniu z paczką chusteczek do nosa słuchając przybijających piosenek oczywiście użalając się nad sobą.

Przeglądając fejsa kilka razy dziennie od jakiegoś czasu widzę, że ten zdał to, ten zdał tamto. A ja? I to nie jest na takiej zasadzie ktoś ma a ja nie. To zadziałało na zasadzie: Im się udało, dlaczego nie miałoby się udać mi?

Bardzo chciałam wrócić na studia i to była świadoma i przemyślana decyzja. Ale kiedy którekolwiek z rodziców mówi Ci: Nie dasz rady, szkoda kasy. To automatycznie chcesz zabrać dokumenty. Ale problem w tym, że skoro tak dobrze mnie znają i chcą mnie prowadzić przez życie to gdzie byli całe życie? I czy oni je za mnie przeżyją? Przyznaję, że nie wytrzymałam. Ale chyba moja podświadomość tego potrzebowała.

"Nigdy nie pozwól, aby strach przed wyzwaniem wykluczył Cię z gry"

Każdy z nas i ja i Ty sami kreujemy sobie swój los. Nikt oprócz nas nie jest w stanie go zmienić. Nigdy nie pozwólcie na to, aby ktoś narzucił Wam swoje zdanie w sposób radykalny, ktoś kto pojawia się i znika, ktoś kto krytykuje i niczego więcej nie potrafi Ci powiedzieć. Zrezygnuj i odetnij się. Cudze sukcesy zawsze kują drugą osobę. Jak się okazuje nawet bliską. Ale to od nas zależy czy przyjmiemy to na klatę, czy się obrazimy i będziemy płakać w kącie. Warto usiąść i nad tym pomyśleć. I pamiętaj, że skoro nigdy nie wspiera Ciebie to Ty wesprzyj kogoś. Dla siebie i zobacz, że warto i jak wielką moc mogą mieć słowa wypowiedziane przez zupełnie nową i obcą osobę. Postaraj się o siebie zawalczyć bo nigdy nie wiesz co przyniesie jutro.


Urlop się kończy a ja wracam do pracy. Niestety, taka kolei rzeczy. Cieszy mnie to jak po części mogłam spędzić ostatnie kilka dni. Przede wszystkim zyskałam sporo wiary w siebie, ale jest jeszcze coś co chce zmienić. Wiem, że są ludzie którzy we mnie wierzą i będą przy mnie. Ale przede wszystkim zaprzyjaźniłam się ze sobą i słucham swojej podświadomości i kobiecej intuicji.

Jeśli chodzi o nasz #fitstyle to postanowiliśmy z N. ,że musimy zrobić to razem i z pełną parą. Nie chcemy iść od września więc czekamy na koniec lipca aż wróci moja połówka. Sierpień to miesiąc próby na siłowni. Który rozpoczynamy razem, i obiecuję tu publicznie, że będziemy pisać co robimy jak się czujemy, jak zmienia się nasze ciało. Projekt startuje od 1.08.2016 także ustawcie sobie Nas na głowną stronę w telefonie bo będzie warto, pojawią się zdjęcia i wiele innych: m.in. recenzje filmów, książek, produktów sklepowych, kosmetyków i wiele innych. Planujemy też urozmaicić nasze życie podróżnika ponieważ zawsze marzyłam aby odkrywać świat. Spełniajmy marzenia! Warto!

Enjoy
ONA