Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiety. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 sierpnia 2016

PRZYJAŹŃ. Ważna jak miłość.



Długo się zabierałam do tego posta, ale doczytajcie do końca, warto :)


Zastanawialiście się kiedyś z kim Was łączy relacja przyjaźni? Kiedy zasługuje się na takie miano? Warto jest mieć jednego przyjaciela czy kilkoro?

Przyjaźń jest czymś wyjątkowym. To relacja która związuje Was ze sobą biorąc pod uwagę to co o siebie wiecie i jak długo, a przede wszystkim dobrze się znacie. Przyjaciela można mieć w każdym. W rodzicach, kuzynkach czy nawet w miłości swojego życia. Zdarzają się i takie sytuacje kiedy zwierzacie się z swoich sekretów zupełnie obcej osobie. Dlaczego? Przede wszystkim nie zna ona Waszej przeszłości. Słucha tego co jej mówicie tu i teraz. I z tego wyciąga wnioski zupełnie Was nie oceniając. Taka znajomość z pewnością jest na plus jeśli po prostu potrzebujecie z kimś porozmawiać.

Najczęstszym przypadkiem przyjaźni są takie, które trwają latami. Są to osoby do których dzwonicie jako pierwszych aby powiedzieć o nowej pracy, udanym egzaminie czy poradzić się w trudnej sprawie. Tacy ludzie pojawiają się na naszej drodze zupełnie przypadkiem. Zdarza się, że jest to sąsiadka. Osoba która jako pierwsza pokazuje Ci osiedle, dzięki której potrafisz odnaleźć się na szkolnych korytarzach. Zwierzasz się jej ze swoich sekretów, spędzacie ze sobą każdą wolną chwile w rozmaity sposób a Ty z biegiem czasu dostrzegasz, że zna Cię jak nikt inny. I jest dla Ciebie kimś bardzo ważnym.

Pewnie, że jest i tak że się kłócicie. Dlatego nie ma też co wpadać w paranoje i widywać się codziennie, bo po prostu można mieć siebie nawzajem dość. Bywają chwile kiedy nie rozmawiacie ze sobą miesiącami.. Tak jak my teraz.

P.  poznałam wprowadzając się na osiedle z rodzicami. Zaczynałam wtedy po wakacjach 5 klasę. Jak dziś pamiętam kiedy przyszłam się przedstawić i zapytać czy się razem pobawimy. Ona z kolei pamięta, że nie bardzo mogłam oddalać się od domu. Z biegiem czasu, bliżej się poznawałyśmy aż do momentu kiedy na moim telefonie z kolorowym wyświetlaczem w rybki zapytałam się czy zostanie moją przyjaciółką. Oczywiście się zgodziła. Wiecie za co ją polubiłam? Że nikogo nie udawała, i bardzo dobrze się uczyła. Można było się z nią pośmiać, pospacerować, i rozmawiać godzinami. W roku szkolnym tego czasu było mniej więc pisałyśmy do siebie listy dobre 5 lat. Wymieniałyśmy odpowiedziami na przerwie lub następnego dnia. Jedna z piękniejszych rzeczy za czasów podstawówki.

Po gimnazjum nasza relacja się trochę "rozleciała". Ale nie dlatego, że nie rozmawiałyśmy. Nie było czasu. Jestem starsza o rok więc rok szybciej poszłam do szkoły średniej w centrum miasta. Wspólne rozmowy i spędzanie czasu zdarzało się w weekendy albo jakieś dłuższe przerwy od szkoły.

Było tak, że się kłóciłyśmy. Ja .. Przyznaje, byłam trochę za bardzo zakochana w sobie. Żaliłam się o sobie, a to co dotyczyło jej samej mało mnie interesowało. Przez to też miałyśmy przerwę od naszych spotkań ale z czasem zrozumiałam, że ma racje.

Odkąd pamiętam była dla mnie wzorem do naśladowania. Najlepsze stopnie, uśmiech od ucha do ucha, relacje z rodzicami. Przede wszystkim była sobą. Naturalna. Do malowania i używania kosmetyków nakładając tapetę była ostatnią osobą jaką znam. Niejednokrotnie próbowałam się do niej upodobnić ale nie umiałam. Cieszyłam się, że spotkałam kogoś takiego i starałam się o to dbać.

Odkąd wyprowadziłam się z domu to mimo to dalej mieszkałam blisko. Wtedy był czas który nas bardzo do siebie zbliżył. Siedziałyśmy godzinami w mojej kuchni i rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym, aż do wakacji 2015.

Nie wiem, czy to stąd się bierze, ale nasza relacja uległa poprawie kiedy nie dogadywała się z szkolna przyjaciółką z liceum. Kiedy usłyszałam, że jadą razem na wakacje, już odczułam się na bocznym torze. Nie ingerowałam, nie komentowałam. Pojechała i po jej powrocie wszystko się zmieniło. Nie rozmawiałyśmy. Zdjęcia które dodawała z sobą i z nią powodowały u mnie żal i smutek. Przykre, ale prawdziwe. Stwierdziłam - Ok, poddaje się. I nie rozmawiałyśmy. Mijały dni, tygodnie. Chodziłyśmy nawet razem na zajęcia fitness ale i one nie poprawiły naszych relacji.

No ale dobra, ale za 2 lata ślub. Kto ma być świadkiem jak nie ona? Przecież to ona zna mnie jak nikt inny, i wiem, że lepszego nie będę miała. Tylko jak podejść do takiego tematu. Najlepiej? Prosto z mostu!

Wczoraj wydarzyła się rzecz magiczna. Przez to, że uciekł pies który się całe szczęście odnalazł i my miałyśmy okazję aby się spotkać i porozmawiać. Nie chciałam jechać odebrać psa sama od ludzi więc poprosiłam ją kiedy zobaczyłam, że puściła mój apel na Facebook'u u siebie. Pojechałyśmy we dwie trochę rozmawiając po drodze, a wieczorem przyszła do mnie. Ku mojemu zdziwieniu to co jej powiedziałam, nie bardzo ją zaskoczyło. Nie była zła, i nie mówiła, że się czepiam. Nie mogłyśmy odnaleźć momentu rozłąki, ale nie ukrywam, że nie szukałam kontaktu. Z czasem dzwoniłam raz czy dwa ale nie mogła.


Myślę, że była nam potrzebna porządna i szczera rozmowa. W zasadzie to cieszę się, że o tym porozmawiałyśmy i obie liczymy na to, że nadrobimy stracony czas za ten rok! Powiem Wam jedno, że jeśli ktoś jest Twoim przyjacielem - to nawet jak z nim nie rozmawiasz, nie chcesz widywać to on i tak jest. I zawsze może być. Prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko i ja się o tym przekonałam na własnej skórze.

Ważne jest to aby nie zapominać o nikim kto jest dla Ciebie ważny, i trwa przy Tobie pomimo wszystko. Bo takich "przyjaciół" można mieć setki, ale tylko garstka zostaje kiedy coś się dzieje. A warto jest mieć kogoś takiego na dobre i na złe. Nie jedną mam przyjaciółkę, ale kiedy już jakąś mam, to jestem dla niej tak samo jak ona dla mnie. Dbajmy o to! :)


ONA
 
PS. MOTORYZACJA JUŻ NIEDŁUGO, ALE TERAZ PYTANIE. CHCECIE ZAKUPOWY HAUL? :) 

 


czwartek, 28 lipca 2016

MAKIJAŻ CODZIENNY. RECENZJA KOSMETYKÓW.



 
 
 
Ok, było trochę opowieści. Czas poruszyć kolejny kobiecy temat. Makijaż. Chociaż minimalny. Codzienny. Myślę, że każda z nas lubi być chociaż trochę ładna. I robiąc makijaż - nawet ten delikatny, czuje się wyjątkowo. Chociaż.. Osobiście znam również kobiety które nie przepadają w ogóle za makijażem. Każdy powinien wyglądać tak, aby czuć się dobrze.

W dzisiejszym poście pokażę Wam moje kosmetyki, których używam na co dzień. Niestety jak się okazuje mam problematyczną skórę, więc podkładu nie mogę mieć pierwszego lepszego. Kupowałam i te tańsze jak i te droższe. Do tej pory nigdy nie zawiodła mnie marka Clinique i to od niej zaczniemy:

1. Podkład Clinique Even Better Makeup SPF 15,         cena Douglas: 149 zł (klik)

 
Krótki opis:      Lekki, beztłuszczowy podkład z cennymi minerałami. Natychmiast tuszuje przebarwienia skórne. Złogi melaniny powoli są uwalniane, usuwane, a jednocześnie hamowane jest powstawanie kolejnych plam. Przeznaczony dla każdego rodzaju skóry, szczególnie mieszanej. Zapewnia średnie krycie i matowe wykończenie. Cera staje się wyrównana i czysta, dzięki czemu wygląda młodziej i bardziej świeżo dzień po dniu.
 
Moja osobista opinia:      Podkład jest hipoalergiczny i na mojej twarzy nie wyskakuje dosłownie nic. Większość podkładów niestety mnie uczula. Ten jest bezzapachowy i świetnie kryje. Taka jedna buteleczka wystarcza mi na ok. 1,5 miesiąca. Nie znalazłam lepszego, a zaznaczam, że lubię eksperymentować jeśli chodzi o kosmetyki: MaxFactor, Dior, Chanel, Manhatan, Mac, Revlon i nawet obecny YSL na zdjęciu. Dlaczego więc umieściłam go zna zjdęciu? Zaraz odpowiem.
 
 
Podkład Yves Saint Laurent La Teint Touche Eclat      cena Douglas: 219 zł 

Krótki opis:    Światło należy do Yves Saint Laurent! Podkład Le Teint Touche Éclat zapewnia idealne krycie i delikatną promienność cery. Jego niezwykła formuła została wzbogacona o kompleks Anti Fatigue zapobiegający oznakom zmęczenia. Skóra jest rozświetlona i naturalnie ożywiona, a twarz wymodelowana czarodziejskim światłem.Od dziś sen jest zbędny! Rozświetlająca kolekcja podkładów Le Teint Touche Éclat składa się z 9 starannie wyselekcjonowanych odcieni

Moja osobista opinia:    Myślę, że podkład nie jest wart swojej ceny w najmniejszym stopniu. Moja cera znacznie się pogorszyła, a skóra zaczęła schodzić w kilku miejscach na twarzy. Zatkał mi pory, i powychodziło mi coraz więcej wyprysków. Dodatkowo bardzo wysusza cerę i ciężko ją później doprowadzić do ładu.


Kolejnym produktem (niecelowo) jest podkład i brązer. Uwaga! Marki Clinique:





 
 
2. Puder matujący Clinique Stay Matte Sheer Pressed Powder Oil-Free   cena Douglas: 145 zł (klik)

Krótki opis:       Delikatny, beztłuszczowy kompaktowy puder wchłania połysk tłustych części skóry oraz matuje ją. Przez wiele godzin skóra otrzymuje świeży i naturalny wygląd. Oczyszcza pory.

Moja osobista opinia:          Bez wątpienia ogromną zaletą tego kosmetyku jest jego wydajność i nadanie świeżości mojej twarzy. Nie świeci się i efekt jest na długie godziny.

Jeśli chodzi o policzki to bezkonkurencyjny jest.. CLINIQUE!

3. Puder brązujący Clinique True Bronze Pressed Powder Bronzer    cena Douglas: 145 zł(klik)

Krótki opis:       Lekki jak piórko kompaktowy puder. Sprawia, że twarz uzyskuje naturalną i świeżą cerę. Łatwo go nanieść, długo się utrzymuje na skórze. Beztłuszczowy. Dostępny w trzech słonecznych odcieniach.

Moja osobista opinia: Ulubieniec wśród bronzerów. Clinique to nie jest mój sponsor. Nie, nie.. Bardzo odpowiadają mi jego produkty. Są dla mojej problematycznej cery, i nie spotkałam się z złą opinią tych produktów. Nawet dla cer mniej problematycznych niż moja. Myślę, że dużą zasługą są też pędzle rozprowadzające i technika malowania. Bo nawet z najdroższych kosmetyków może wyjść katastrofa.

Ostatnim elementem makijażu który wykonuje sporadycznie raczej są brwi. Najczęściej robię je henną i depiluje woskiem u kosmetyczki, ale kiedy w portfelu pusto to trzeba radzić sobie samej.



4. Cień do brwi FREEDOM SYSTEM Inglot  cena Inglot: 15 zł (klik)

Opis producenta:     Cienie do brwi Freedom System o delikatnej pigmentacji, która zapewnia subtelne wypełnienie kolorem pomiędzy włoskami brwi. Odpowiednio dobrany odcień pozwoli uzyskać naturalny efekt podkreślenia.
Freedom System to unikalny system umożliwiający dowolne zestawienie ulubionych produktów do makijażu w wygodnych, przyjaznych dla środowiska kasetkach wielokrotnego użytku - po zużyciu produktu wystarczy jedynie wymienić wkład. Wszystkie produkty z serii Freedom System można nabyć oddzielnie lub z magnetyczną kasetką.
Produkt hipoalergiczny.

Moja opinia: Wybrałam kolor ciemnego brązu ze względu na swoją karnację i kolor włosów. Nie chce, aby moje brwi wyglądały sztucznie/karykaturalnie. Więc daje go mało i rozprowadzam pędzelkiem również z firmy Inglot.

Jeśli chodzi o kastetki magnetyczne to służą one do umieszczania wkładów (cienie do powiek, brwi) i zamykamy. Wkłady można wymieniać. A kasetki są z małym lusterkiem i nie zajmują dużo miejsca w kosmetyczne. Z pewnością wygląda to bardziej estetycznie niż jakby miało być luzem lub w kartonie. 

Kaseki znajdziecie tu: KLIK

Jak już wspomniałam makijaż wykonany jest moimi niezawodnymi pędzlami firmy HAKURO.

 
1. Pędzel Hakuro 50s do nakładania podkładu. Idealnie rozprowadza jego nadmierną ilość. Zbudowany jest z pomalowanej na czarno rączki oraz gęstego, przyjemnego w dotyku włosia ściętego na prosto.          cena: 29,50 (klik)
 
2. Pędzel Hakuro 55 do równomiernego rozprowadzania pudru. Miękkie włosie w dwóch kolorach jest przyjemne dla cery, nie podrażnia jej i sprawia, że makijaż jest idealnie wykonany.
cena: 40,90 (klik)
 
 
3. Pędzel Hakuro 24 świetnie nakłada bronzer. Nie zbiera go w jednym miejscu i nie robi niepotrzebnych grudek. Dzięki wyprofilowanemu ścięciu włosów w pędzlu ułatwia to jego aplikację.
cena: 29,50 (klik)
 
 
Wszystkie pędzle wykonane w profesjonalny sposób. Drewnie trzony oraz syntetyczne włosie o wysokiej jakości umożliwiają użytkowanie nawet na kilka miesięcy. Pędzle nie gubią włosów i są łatwe w czyszczeniu i bez wątpienia są warte tej ceny.
 
 
Na koniec przedstawiam Wam wakacyjny zapach na ten rok!
 
 
 

 
Trussardi Donna przedstawia nowoczesną kobiecość pełną charyzmy i promiennego piękna, zmysłowości i luksusu. Ten elegancki zapach o dystyngowanej osobowości został stworzony z okazji 100-lecia istnienia marki Trussardi, tradycji produkcji skóry oraz stałej innowacji.
 
Nuta zapachowa: kwiatowo-orientalna
 
Jeśli chodzi o zapach to przypomina mi wakacje i różnorodne kwiaty. Zdecydowanie mój ulubiony ne ten sezon.
 
Mój codzienny outfit na twarz i dekolt to w zasadzie wszystko. Podreślam codzienny. Na wieczorowy przyjdzie czas to pokażę. A Wy jakie kosmetyki stostujecie i jesteście w stanie polecić? Chętnie wymienię się opiniami z użytkowniczkami pędzli ZOEVA. Czy są tu takie?
 
Czekam na Wasze opinie, i udzielę odpowiedzi na każde pytanie.
Dobranoc
- ONA.
 
PS. Jeszcze 4 dni :):):):)
 
 



środa, 27 lipca 2016

PRAGNIENIA O MIŁOŚCI. PERSPEKTYWA KOBIETY



Dzisiejszy dzień zmusza mnie do refleksji na temat związku i miłości. W życiu każdego z nas przychodzi moment kiedy chcemy już (świadomie czy też nie) się ustabilizować. Kobiety chcą mieć domy, dzieci, ogród. Nie wiem jak to wygląda z perspektywy faceta i szczerze mówiąc boje się na ten temat myśleć. Ale z każdą naszą kłótnią zastanawiam się co oznacza dla mnie słowo "MIŁOŚĆ" ?

 
Natknełam się dzisiaj na wpis Gentelmena (facebook) który bez zbędnego pierdolenia oddaje kwinesencje tego co myślę:

"Dostałem w ostatnim czasie, kilka wiadomości od młodych chłopaków, młodych mężczyzn. Wszystkie o bardzo zbliżonej treści: "Panie G, co ma Pan na myśli pisząc 'codzienne zdobywanie swojej kobiety'. Czy chodzi o codzienne zbliżenia z partnerką?" Odpowiadam: Nie. Seks jest bardzo ważny w związku ale nie najważniejszy. Zdobywanie to nie tylko łapanie za grzywę, klepanie po pupie, dominacja i łączenie się w wiadomy sposób. To codzienne drobiazgi, zabranie dzieci na spacer, do kina, wyrzucenie śmieci, pozmywanie po obiedzie, podanie gorącej herbaty do łóżka w długi zimowy wieczór, odciążenie Jej od codziennego, niełatwego, przecież życia. (...) Po prostu, podejdź czasem, przytul bez żadnego powodu, pocałuj w czoło, wymasuj kark i co tam tylko sprawi Jej przyjemność. Jeśli coś się Jej uda, coś zrobi fajnego - zawsze Ją chwal, mów że jesteś z niej dumny itd... Oczywiście, to działa w dwie strony, ale pamiętaj, to mężczyzna powinien zawsze pierwszy wychodzić z inicjatywą, to mężczyzna powinien zawsze napierać pierwszy. Zdobywanie to drobiazgi, ale robione zawsze. Kobieta musi czuć wsparcie, musi czuć oddech swojego mężczyzny, wtedy żar w związku nie wygaśnie. Trzeba wystrzegać się zazdrości, zaborczości, bo to zabija, zabija chemie między ludźmi, zabija związek. I tak jak już nie raz wspominałem - Kobieta potrzebuje bliskości mężczyzny, a nie świadomości że jest zajęta. "


Niby takie banalne, a jakie ciężkie do pojęcia.

 
Dlaczego jest tak, że bardzo dużo rzeczy musimy robić same i niemalże wymuszać oczywiste rzeczy? Zapewne da się zauważyć, że się pokłóciliśmy. Zaczynam dostrzegać z każdą kłótnią coraz więcej irytujących rzeczy z którymi on nie robi nic. Dlaczego? Czy naprawde męski mózg jest ogranicznony do tego stopnia, że w imię fiuta myśli tylko o jednym?

 
Nie twierdzę, że my kobiety jesteśmy łatwe. Ciężko nas zadowolić. Ale halo, koleś. Zawsze możesz być sam. Wrócić do matki i codziennego gotowania obiadu. Podawania pod nos i równo ułożonych skarpet.

 
Wiecie o co poszło? Wyjechał.. Od 18 lipca jestem sama w domu i dostrzegam objawy depresji. I niby nie przeszkadza mi to. Wiem, wyjechał do pracy nie dla przyjemności. Ale dlaczego tak ciężko mu zrozumieć, że nie jest mi łatwo? Że się kłade i budze sama. Że nie mam z kim pogadać czy pograć w badmintona przed domem. Na domiar wszystkiego w kupe wziętego on wysyła mi piękne widoki z gór i tego jak spędza czas. Boli. Ale teraz tak. Z jednej strony: fajnie co będzie siedział w pokoju i gapił się w okno? Z drugiej: jest mi przykro, bo widzę, że się świetnie bawi ale po co mi wysyła Snapy? Byłem tu, tam. Tym jezdziłem, tam się wspinałem a to teraz oglądam.

I nie boli to, że tak jest. Tylko to, że ja codziennie wstaje skreślam dni i odliczam do powrotu a on nie potrafi wynegerwoać jebanego sms-a w ciągu dnia, że się przemieszcza gdziekolwiek. Od 18 lipca RAZ jeden wyszłam odsapnąć, spróbować nie myśleć. I chuj. A wiecie co najbardziej mnie wkurwia i dobija? To, że kim ja w ogóle jestem. "Księżniczką?Papieżem?". Dlaczego tak trudno pojąć to co powinno być oczywiste? Strasznie jestem ciekawa jak to wygląda z perspektywy faceta. Ale Ci co czytają wiedzcie jedno. Takie sytuacje oddalają. Nawet nie wiecie jak bardzo. W przeszłości zadaniem kobiety było czekaż, aż ten wróci z bitwy. Tylko, że średniowiecze jest za nami, a to jak kreujecie swój związek - przed nami.

 
Apel do wszystkich mężczyzn: kiedy kobieta prosi Cię, abyście gdzieś wyjechali, zrób to. Miej na uwadze to, że jutra może nie być. Że jesteście Wy- tu i teraz. I jeśli widzisz, że tego potrzebuje nie wdawaj się w nią w dyskusje. Nie zawsze musi być po Twojemu. Doceń to co masz i ciesz się, że zawsze kiedy wracasz ktoś na Ciebie czeka. Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile jest ludzi którzy oddali by wszystko żeby chociaż na chwile się z Tobą zamienić. I wiesz co oni mają? Tylko tego posta. Tylko marzenia o domniemanej przyszłości. Życie jest jak loteria, a skoro nie masz hajsu jak lodu, to ciesz się z takiej wygranej jaką masz.

 
Mężczyzni bardzo często nie wiedzą jak i czego potrzebujemy. Bywają też tacy którzy idą tokiem "dobra, nic nie mówi, jest ok". Nie mówi, bo już jej się nie chce. Jest bo jest. Bez zbędnych emocji.

 
Mimo tego popieprzonego wyjazdu, dalej się łudzę, że jeszcze będzie lepiej. Chcesz pić - pij. Skoro Ci to pomoże. Chcesz iść na miasto - spoko idz. Tylko pozniej nie miej do mnie pretensji, że to ja się odsunę. Wyrzygiwanie takich rzeczy na każdym kroku typu: odpuściłem to, odpuściłem tamto, więc chyba moge... A idz! Po co się pytasz? Albo się tym nie chwal, albo zostań i z nią porozmawiaj. Ty wyjechałeś a ona siedzi w domu i czeka. Pracuje i myśli.. I kiedy dzwonisz na skypie to zawsze siedzi w łóżku, zawsze pracuje. Płacze? Pewnie Ci się wydaje. Przecież po Twoim telefonie wraca na tygodnią impreze która wyprawiła z okazji Twojej nieobecności. Panowie, ostatnia prośba: skończcie myśleć o sobie. Bo ani Wam ON nie urośnie, ani wasza miłość do niej.

 

Dzięki,

-ONA.

 

PS. Tak, jestem księżniczką.

Papieżem? Mogę.